Przeskocz do czytania
Menu

Ogród

Jak założyć kompostownik i co do niego wrzucać

13 września 2026 5 minut czytania Ilona i Karol

Kompostownik z drewnianych palet w warzywniku we wrześniu

Do września kompost robił się u nas sam, w bezładnej kupie za szopą. W połowie miesiąca zbiliśmy z palet dwukomorowy kompostownik i spisaliśmy, co do niego trafia, czego nie wrzucamy i jak często go przerzucamy.

W praktyce

Czas pracy
jedno popołudnie we dwoje
Koszt
0-150 zł, zależnie od palet (2026)
Trudność
łatwe

W połowie września za szopą leżała kupa, której nikt nie planował. Skoszona trawa z całego lata, chwasty z grządek, łęty po ziemniakach od sąsiada, obierki z kuchni, kilka zgniłych jabłek, dwie dynie, które nie wyszły. Od strony szopy coś tam się nawet rozkładało, od strony ogrodu leżała sucha, szara trawa sprzed dwóch miesięcy. Sąsiad zza płotu nazwał to „składowiskiem” i miał rację.

Wiosną kompost na grządki dostaliśmy właśnie od niego, cztery taczki z jego pryzmy. Pisałam o tym przy kwietniowym sianiu na glinie. Wtedy obiecaliśmy sobie, że za rok będziemy mieć własny. Do września obietnica wisiała w zeszycie prac. Kiedy na kupę zaczęły spadać pierwsze liście z jabłoni, uznaliśmy, że to ostatni moment.

Pryzma czy skrzynia

Kompost można robić w zwykłej pryzmie na ziemi i tak robi go sąsiad. Ma do tego miejsce za stodołą, dużo materiału i lata wprawy. Pryzma jest najtańsza, ale rozłazi się, a w małym ogrodzie zajmuje sporo miejsca. Druga możliwość to gotowy kompostownik z tworzywa, zamknięty, z klapą. Dobry przy małym ogrodzie i resztkach z kuchni, za mały na trawę z trzydziestu arów.

Wybraliśmy skrzynię z palet, dwukomorową. W jednej komorze zbieramy świeży materiał, w drugiej dojrzewa to, co już przerzuciliśmy. Palety dostaliśmy od sąsiada i ze składu budowlanego, który oddawał je za darmo, dwie dokupiliśmy. Ważne, żeby były nieimpregnowane chemicznie i bez śladów oleju czy farby. Na palecie zwykle jest oznaczenie sposobu obróbki, te suszone termicznie są w porządku.

Postawiliśmy kompostownik w półcieniu, za szopą, na gołej ziemi. Na ziemi, a nie na betonie czy folii, bo od spodu do kompostu mają wejść dżdżownice i drobne życie z gleby. Od płotu sąsiada zostawiliśmy kilka metrów odstępu. Kompost dobrze prowadzony nie śmierdzi, ale lepiej nie sprawdzać tego na cudzym nosie.

Jak zbiliśmy go w jedno popołudnie

Potrzeba siedmiu palet. Jedna leży z tyłu, dwie po bokach, jedna pośrodku jako przegroda. Trzy z przodu: dwie jako zdejmowane fronty, jedna zapasowa. Palety skręciliśmy w narożnikach wkrętami i dodatkowo związaliśmy drutem, bo w glinie wiosną wszystko lekko się przesuwa. Fronty nie są przykręcone, tylko wsunięte za dwie listwy, żeby dało się je wyjąć przy przerzucaniu i wybieraniu kompostu.

Na dno każdej komory daliśmy warstwę grubszych gałązek po cięciu śliwy, kilkanaście centymetrów. Dzięki temu od spodu jest przewiew i woda nie stoi. Z wierzchu przykrywamy kompost starym workiem jutowym, który trzyma wilgoć, a przepuszcza powietrze. Zamiast worka może być kawałek starego dywanu z naturalnego włókna albo deski z przerwami.

Całość zajęła nam jedno popołudnie, razem z przenoszeniem starej kupy do nowej skrzyni. Przy przenoszeniu okazało się, że w środku kupy jest już trochę ciemnego, pachnącego lasem kompostu. Za mało, żeby się chwalić, ale wystarczająco, żeby zaszczepić nim nową komorę. Mimka obserwowała to z daszku szopy, a potem przez tydzień codziennie sprawdzała, czy coś nie zamieszkało w gałązkach na dnie.

Widły przerzucają ciemny kompost
Widły przerzucają ciemny kompost

Co wrzucamy, a czego nie

Najprostsza zasada, jaką znamy: do kompostu idą warstwami rzeczy „zielone” i „brązowe”. Zielone to te świeże i wilgotne: skoszona trawa, chwasty bez nasion, liście warzyw, obierki, fusy z kawy, resztki owoców. Brązowe to suche: liście, słoma, drobne gałązki, rozdarty karton bez nadruku, trociny z warsztatu Karola, o ile drewno nie było impregnowane. Brązowego powinno być więcej niż zielonego. Sama trawa w grubej warstwie zbija się w maź i śmierdzi, sama słoma leży miesiącami bez zmian.

Nie wrzucamy mięsa, ryb, kości, nabiału i resztek tłustych potraw, bo ściągają szczury i lisy. Nie wrzucamy chorych roślin, na przykład pomidorów z zarazą, którą mieliśmy w sierpniu, ani chwastów z dojrzałymi nasionami i perzu z korzeniami. W domowym kompoście temperatura rzadko jest na tyle wysoka, żeby to zniszczyć. Nie wrzucamy żwirku z kuwety Mimki, choć sprawdziłam, że takie pytania padają. Popiół z drewna z pieców kaflowych dosypujemy po trochu, cienką warstwą, nigdy wiadrem naraz.

Kompost ma być wilgotny jak wyciśnięta gąbka. Jeśli jest suchy, podlewamy go z konewki. Jeśli mokry i pachnie zgnilizną, dosypujemy suchych liści i przerzucamy.

Przerzucanie i czekanie

Przerzucanie to przekładanie zawartości jednej komory do drugiej widłami, tak żeby to, co było na zewnątrz, trafiło do środka. Dzięki temu do kompostu dostaje się powietrze i całość rozkłada się szybciej. Sąsiad przerzuca swoją pryzmę dwa, trzy razy w sezonie, my na razie planujemy co kilka tygodni, póki jest ciepło. Zimą kompost i tak prawie stoi.

Dobry kompost z ogrodowych resztek dojrzewa zwykle od kilku miesięcy do półtora roku, zależnie od materiału, wilgotności i przerzucania. Dojrzały jest ciemny, kruchy i pachnie jak ziemia w lesie, a w środku nie widać już, co było czym. Nasz pierwszy, porządny powinien być gotowy na wiosnę 2027. Wtedy już nie będziemy prosić sąsiada o taczki.

Jesienią do lewej komory pójdzie większość liści z sadu. Część zostawimy pod krzewami, gdzie robią ściółkę i schronienie dla jeży.

Dojrzały kompost rozłożymy wiosną na grządki cienką warstwą, kilka centymetrów, i lekko wymieszamy z wierzchnią warstwą ziemi. Na naszej ciężkiej glinie kompost robi więcej niż nawóz: rozluźnia ją, sprawia, że mniej się zlepia po deszczu i mniej pęka w suszy. Sąsiad mówi, że jego warzywnik po kilkunastu latach kompostowania ma zupełnie inną ziemię niż pole za płotem, ciemniejszą i bardziej kruchą.

Część kompostu przesiejemy przez sito z siatki na ramie, żeby mieć drobną ziemię do wysiewu rozsady w marcu. Grubsze kawałki wrócą do kompostownika jako zaczyn następnej partii.

Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz

  • Kompostownik postawilibyśmy wiosną, razem z pierwszymi grządkami. Lato przy kupie za szopą to stracone pół roku kompostu.
  • Skoszoną trawę zbieralibyśmy osobno, w jednym kącie, i dodawali do kompostu po trochu, przekładaną liśćmi i słomą.
  • Od razu przy kompostowniku postawilibyśmy pojemnik na resztki z kuchni z pokrywą. Bieganie z miską w deszczu przez podwórko szybko się nudzi.
  • Fronty z palet zrobilibyśmy niższe, z dwóch połówek. Przy pełnej komorze wyjęcie całej palety to zadanie na dwie osoby.

Pisze Ilona i Karol. Ilona jest farmaceutką, Karol przez czternaście lat prowadził tramwaje w Elblągu, a dziś obsługuje gminną stację uzdatniania wody. Od 2025 roku mieszkają w ceglanym domu z 1912 roku na Powiślu. Pisze Ilona, Karol mierzy, wierci i prowadzi zeszyt prac z kosztami. Z nimi bura kotka Mimka.