Od czego zaczęliśmy remont sieni

Sień to pierwsze, co widzi każdy, kto do nas wchodzi, i ostatnie, co doczekało się remontu. Pod starym linoleum znaleźliśmy terakotę sprzed wojny, więc plan zmienił się w pierwszy wieczór.
W praktyce
- Czas pracy
- trzy weekendy we dwoje
- Koszt
- ok. 1100-1400 zł (2026)
- Trudność
- średnie
Na początku września w sieni pachniało jeszcze latem, mokrą trawą i butami Karola. Po pierwszych wrześniowych deszczach zaczęło pachnieć jesienią, czyli błotem. Wtedy uznaliśmy, że to ostatni moment, żeby zrobić z sienią porządek, zanim przyjdzie październikowa glina na podeszwach i będziemy ją wnosić aż do kuchni.
Sień w naszym domu biegnie przez środek, od drzwi frontowych do drzwi na podwórko. Z niej wchodzi się do kuchni i do trzech pokoi. To korytarz, wiatrołap, szatnia i magazyn kaloszy w jednym. Przez rok wyglądała tak, jak zostawili ją poprzedni właściciele: brązowe linoleum w kratkę, tynk odpadający płatami przy drzwiach, gołe ściany do połowy pomalowane olejną farbą w kolorze, który Karol nazwał „zielenią przychodni”.
Co było pod linoleum
Zaczęliśmy od podłogi, bo linoleum odstawało przy progu i co tydzień ktoś się o nie potykał. Karol podważył róg szpachlą. Pod spodem była warstwa tektury, pod tekturą stara, ceglasta terakota w ośmiokąty z małymi czarnymi kwadracikami. Pierwszego wieczoru zerwaliśmy wszystko do końca i siedzieliśmy potem na schodku z herbatą, patrząc na podłogę, która przez kilkadziesiąt lat była schowana.
Nie była w idealnym stanie. Mniej więcej co dziesiąta płytka była pęknięta, kilka przy samych drzwiach wykruszyło się zupełnie, a w jednym miejscu ktoś kiedyś zalał ubytek cementem. Klej od linoleum trzymał się plamami. Ale fug było dość, płytki leżały równo, a pod żadną nie było słychać pustki, kiedy stukaliśmy w nie trzonkiem młotka.
Decyzja była prosta. Terakota zostaje. Nowe płytki w podobnym stylu dałoby się kupić, ale nie wyglądałyby jak te, a wymiana całej podłogi oznaczałaby skuwanie, wylewkę i kilka tygodni bez przejścia przez środek domu.
Ratowanie starej terakoty
Klej zeszedł po namoczeniu ciepłą wodą z odrobiną płynu i drapaniu szpachlą z tworzywa. Metalowa rysowała szkliwo tam, gdzie jeszcze było, więc szybko ją odłożyliśmy. Na jeden metr kwadratowy schodziła mniej więcej godzina na kolanach. Sień ma niecałe dziesięć metrów, więc to był cały pierwszy weekend.
Pęknięte płytki, które się nie ruszały, zostawiliśmy. Wykruszone trzeba było czymś zastąpić. Płytek w tym wzorze nigdzie się już nie produkuje, więc szukaliśmy z odzysku. Ogłoszenie w internecie, rozbiórka starego domu dwie wsie dalej, czterdzieści płytek za kilkadziesiąt złotych i jedna kawa u sprzedającego. Kolor trochę jaśniejszy, ale po umyciu i zaimpregnowaniu różnicę widać tylko z bliska.
Cement z ubytku Karol skuł dłutem i młotkiem, bardzo powoli, żeby nie popękały sąsiednie płytki. Nowe położyliśmy na klej do płytek, fugi uzupełniliśmy szarą fugą zbliżoną do starej. Na koniec cała podłoga dostała dwie warstwy impregnatu do płytek ceramicznych, żeby błoto nie wchodziło w porowate miejsca.

Tynk przy drzwiach i zielona farba
Ściany to była druga część roboty. Przy drzwiach na podwórko tynk odpadał do wysokości kolan i był mokry w dotyku. Tu przydało się to, czego nauczyliśmy się wiosną przy wilgoci w starym domu: najpierw szukamy, skąd przychodzi woda, a dopiero potem tynkujemy.
Przyczyna była na zewnątrz. Przy progu od strony podwórka ziemia była wyżej niż posadzka w sieni, a deszcz z daszku nad drzwiami kapał prosto pod ścianę. Karol odkopał pas ziemi przy ścianie na szerokość szpadla, wysypał żwir i przedłużył rynienkę daszku tak, żeby woda spływała metr dalej. Ściana schła cały wrzesień przy otwartych drzwiach.
Stary tynk cementowy skuliśmy do cegły na wysokość mniej więcej metra. Pod nim cegła była zdrowa, tylko wilgotna. Na to poszedł tynk wapienny, który oddaje wilgoć, zamiast trzymać ją w murze. Kładł go Karol, ja podawałam i trzymałam łatę. Wyszło nierówno, ale to stary dom i nikt tu nie szuka ściany jak w nowym bloku.
Olejną farbę na pozostałej części ścian zostawiliśmy pod spodem. Zmyliśmy ją, zmatowiliśmy papierem i pomalowaliśmy farbą do starych powierzchni w kolorze złamanej bieli. Dolny pas, metr od podłogi, dostał ciemniejszą, oliwkową farbę, która lepiej znosi buty, torby i kocie łapy.
Miejsce na błoto
Najważniejsza zmiana w sieni nie dotyczyła podłogi ani ścian. Zrobiliśmy wreszcie miejsce na rzeczy, które przychodzą z dworu. Przy drzwiach na podwórko stoi niska ławka z desek, pod nią korytko na kalosze, nad nią listwa z kołkami na kurtki robocze i czapki. Przy drzwiach frontowych duża wycieraczka z włókna kokosowego, za nią druga, gumowa.
Zasada jest jedna: kalosze nie wchodzą dalej niż ławka. Dotyczy także gości. Karol twierdzi, że ławka to najlepsza inwestycja remontu, bo kosztowała kilkadziesiąt złotych w deskach, a codziennie oszczędza nam mycia podłogi w kuchni.
Mimka uznała sień za nowy teren. Przez pierwszy tydzień po zerwaniu linoleum codziennie rano sprawdzała, czy podłoga nadal jest ta sama. Teraz śpi na ławce, na mojej kurtce, tylko kiedy ta kurtka jest mi akurat potrzebna.
Ile to kosztowało i trwało
W zeszycie prac remont sieni zajmuje dwie strony. Trzy weekendy pracy we dwoje i kilka wieczorów na schnięcie, malowanie i drobne poprawki. Koszty z paragonów, ceny z jesieni 2026:
- płytki z odzysku i klej do płytek: ok. 120-150 zł,
- fuga i impregnat do płytek: ok. 150-200 zł,
- tynk wapienny, żwir i przedłużenie rynienki: ok. 350-450 zł,
- farby, papier, wałki, taśmy: ok. 300-350 zł,
- deski na ławkę, listwa z kołkami, wycieraczki: ok. 200-250 zł.
Razem wyszło nas około 1100-1400 zł. Najwięcej czasu nie zajęła wcale praca, tylko czekanie. Na wyschnięcie muru po odkopaniu ziemi, na związanie kleju pod nowymi płytkami, na tynk wapienny, który schnie wolniej niż cementowy i nie lubi pośpiechu. Przez te tygodnie chodziliśmy przez sień po deskach położonych na podłodze, a drzwi na podwórko stały otwarte za dnia, żeby ściana oddychała.
Kolejności nie zmienilibyśmy. Najpierw woda na zewnątrz, potem podłoga, potem ściany, na końcu ławka i wieszaki. Gdybyśmy malowali najpierw, a podłogę robili potem, pył ze skuwania cementu osiadłby na świeżej farbie. Drzwi wejściowe zostają na razie stare. Są drewniane, ciężkie i nieszczelne, ale zostawimy je na wiosnę, bo wymiana albo renowacja to osobny temat i osobne pieniądze.
Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz
- Najpierw sprawdzilibyśmy, co jest pod podłogą, a dopiero potem planowali remont. Mieliśmy już wybrane płytki do kupienia, które okazały się niepotrzebne.
- Do zdejmowania kleju od razu wzięlibyśmy plastikową szpachlę. Kilka rys na starym szkliwie zostało nam po metalowej na pamiątkę.
- Płytki z odzysku kupilibyśmy z zapasem. Przy skuwaniu cementu pękły jeszcze trzy, których nie planowaliśmy wymieniać.
- Ławkę na kalosze zrobilibyśmy w pierwszym tygodniu po przeprowadzce, a nie po roku.




