Przeskocz do czytania
Menu

Dom

Jak uszczelnić stare okna skrzynkowe przed zimą

27 września 2026 5 minut czytania Ilona i Karol

Stare drewniane okno skrzynkowe w ceglanym domu jesienią

Pięć drewnianych okien skrzynkowych to największa dziura w cieple naszego domu, ale nie chcemy ich wymieniać na plastikowe. Pod koniec września uszczelniliśmy je na zimę: zawiasy, kit, uszczelki, jedna nowa szyba i folia na najgorsze okno.

W praktyce

Czas pracy
dwa weekendy, ok. 3 godziny na okno
Koszt
350-500 zł za pięć okien (2026)
Trudność
średnie

W połowie września przyszła pierwsza noc z dwoma stopniami na termometrze za oknem kuchni. Rano firanka w sypialni lekko się poruszała, choć wszystkie okna były zamknięte. Karol przyłożył do ramy zapaloną świeczkę, płomień położył się poziomo. Przy drugim oknie to samo, przy trzecim płomień przygasł. Uznaliśmy, że to wystarczający test i że w ten weekend nie robimy nic innego.

Okna skrzynkowe to dwa okna w jednej ramie: zewnętrzne i wewnętrzne, z kilkunastoma centymetrami powietrza między nimi. Mamy ich pięć, w pokojach i w kuchni. Dwa okna od strony podwórka poprzedni właściciel wymienił na plastikowe i tam jest szczelnie, ale też bez porównania mniej ładnie. W zeszłą zimę te stare kosztowały nas sporo drewna. Kiedy wiosną robiliśmy obchód domu po zimie, okna trafiły na listę z trzema wykrzyknikami.

Dlaczego nie wymieniamy

Wszyscy znajomi z miasta pytali, czemu po prostu nie wstawimy nowych. Powody są trzy. Pierwszy to pieniądze: pięć okien w nietypowych wymiarach, z obróbką muru i parapetów, to wydatek, na który w tym roku nie mamy, bo dach i instalacja są ważniejsze. Najpierw dach, potem firanki, a okna są gdzieś pomiędzy. Drugi powód to wygląd. Te okna mają szprosy, drewniane klamki i ten specyficzny kolor starej farby. Bez nich dom wyglądałby jak każdy inny po termomodernizacji.

Trzeci powód jest najmniej oczywisty. Stary ceglany dom przyzwyczaił się do tego, że trochę „oddycha” przez okna. Szczelne plastikowe okna w domu bez wentylacji mechanicznej potrafią podnieść wilgotność w środku, a z wilgocią mamy dość roboty i bez tego. Okna skrzynkowe dobrze uszczelnione trzymają ciepło zaskakująco przyzwoicie, właśnie dzięki tej warstwie powietrza między szybami.

Najpierw domknąć, potem uszczelniać

Uszczelka na oknie, które się nie domyka, nic nie da. Dlatego zaczęliśmy od zawiasów i zamknięć. W trzech oknach skrzydła wewnętrzne opadły i przy zamykaniu przycierały o dolną ramę. Karol zdjął je z zawiasów, co przy starych oknach wymaga podważenia skrzydła do góry, i sprawdził zawiasy. Dwa były wyrobione. Zamiast je wymieniać, podłożył pod trzpień stalowe podkładki, skrzydło podniosło się o dwa milimetry i przestało trzeć.

W jednym oknie skrzydło było spaczone od wilgoci i na jednym rogu odstawało od ramy na grubość palca. Tu pomógł strug: Karol zebrał kilka milimetrów drewna z przeciwnej strony, tam, gdzie skrzydło dociskało za mocno, a potem zabezpieczył świeże drewno farbą. Zamknięcia, czyli stare obrotowe klamki z zasuwami w górę i w dół, wyczyściliśmy z farby i przesmarowaliśmy. Po tej robocie wszystkie skrzydła domykały się z lekkim oporem, tak jak powinny.

Dłonie wciskają nową uszczelkę w drewnianą ramę okna
Dłonie wciskają nową uszczelkę w drewnianą ramę okna

Uszczelniamy wewnętrzne, zewnętrzne zostawiamy

Tę zasadę usłyszeliśmy od stolarza z miasteczka, który przez lata naprawiał okna w starych domach, i potwierdziliśmy w kilku poradnikach o renowacji okien. Uszczelnia się skrzydła wewnętrzne, od strony pokoju. Zewnętrzne zostawia się z lekką nieszczelnością. Ciepłe, wilgotne powietrze z pokoju nie może przedostawać się między szyby, bo tam się skropli na zimnym zewnętrznym oknie i szyby będą zaparowane albo oszronione całą zimę, a drewno zacznie gnić. Za to odrobina zewnętrznego powietrza między szybami wyrównuje wilgotność i szyby zostają czyste.

Na skrzydłach wewnętrznych przykleiliśmy uszczelki z gumy EPDM, w kształcie litery P, samoprzylepne, na przylgę ramy. Przed klejeniem rama musi być czysta i odtłuszczona, inaczej uszczelka odpadnie przy pierwszych mrozach. Tam, gdzie szpara była nierówna, użyliśmy uszczelki grubszej, a w jednym oknie na dolnej krawędzi dwóch warstw.

Kit przy szybach w trzech skrzydłach wykruszył się zupełnie. Szyby trzymały się na gwoździkach i kurzu. Stary kit wydłubaliśmy dłutem, ramę oczyściliśmy, zagruntowaliśmy olejem i nałożyliśmy nowy kit szklarski na bazie oleju lnianego. Taki kit schnie długo, kilka tygodni, zanim da się go pomalować, ale jest elastyczny i pasuje do starego drewna. Jedna szyba w kuchni miała pęknięcie przez całą długość. Wymiarowaliśmy ją, a szklarz w miasteczku dociął nową w dwa dni za niecałe sto złotych.

Wata babci i folia na jedno okno

Między skrzydłami, na dolnej części skrzynki, położyliśmy wałki z waty owiniętej w lnianą tkaninę, tak jak robiła babcia Karola. Wałek zamyka szparę przy dolnej ramie i zatrzymuje chłód ciągnący od parapetu. Nie może dotykać szyby, bo wtedy wsiąknie w niego wilgoć. Mimka uznała to za instalację zrobioną dla niej i przez pierwszy wieczór dwa razy ją przemeblowała, zanim zrozumiała, że wałek ma leżeć, a nie być upolowany.

Najgorsze okno, w sypialni od północy, dostało dodatkowo folię okienną na skrzydło wewnętrzne. To cienka przezroczysta folia przyklejana na taśmę dwustronną do ramy i napinana suszarką do włosów. Z odległości metra jej nie widać. Zimą tworzy jeszcze jedną warstwę powietrza, a wiosną się ją zdejmuje.

Całość kosztowała nas około 420 zł: uszczelki, kit, farba do poprawek, folia, taśma, wata, podkładki do zawiasów i nowa szyba. Zajęło to dwa weekendy, średnio trzy godziny na okno, z czego najwięcej na kit. Test ze świeczką po robocie: płomień stoi prosto przy wszystkich pięciu.

Ramy zewnętrzne mają łuszczącą się farbę, a w dwóch oknach dolne części ram są miękkie od wilgoci. Na tę jesień tylko oczyściliśmy odpryski i zabezpieczyliśmy gołe drewno podkładem, żeby nie piło wody przez zimę. Porządne malowanie, po zeszlifowaniu starych warstw, zostawiamy na późną wiosnę, kiedy kit dobrze wyschnie, a drewno będzie suche.

Miękkie fragmenty ram oglądał stolarz z miasteczka. Jego zdaniem dwa dolne elementy trzeba będzie wymienić na nowe, dorobione na wymiar, ale całe okna są do uratowania. Wycenił to na kilkaset złotych za okno. W zeszycie prac jest to pozycja na przyszły rok, zaraz po dachu.

Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz

  • Kit wymienialibyśmy latem, a nie pod koniec września. Przy chłodzie schnie bardzo długo i do malowania będziemy wracać dopiero wiosną.
  • Przed klejeniem uszczelek zmierzylibyśmy szpary w kilku miejscach każdego okna. Jedna grubość na wszystkie nie pasuje.
  • Zawiasy zdejmowalibyśmy we dwoje od pierwszego okna. Skrzydło z szybą jest cięższe, niż wygląda.
  • Zapisalibyśmy, które okno ma jaką uszczelkę. Za kilka lat, przy wymianie, nikt tego nie będzie pamiętał.

Pisze Ilona i Karol. Ilona jest farmaceutką, Karol przez czternaście lat prowadził tramwaje w Elblągu, a dziś obsługuje gminną stację uzdatniania wody. Od 2025 roku mieszkają w ceglanym domu z 1912 roku na Powiślu. Pisze Ilona, Karol mierzy, wierci i prowadzi zeszyt prac z kosztami. Z nimi bura kotka Mimka.