Co sprawdzić w starym domu po pierwszej zimie

W pierwszy ciepły weekend maja obeszliśmy dom od dachu po piwnicę z kartką i lornetką. Po zimie stary dom pokazuje, co mu dolega: zsunięte dachówki, pęknięcia, mokre narożniki, ślady myszy. Spisaliśmy, co sprawdzaliśmy i w jakiej kolejności.
W praktyce
- Czas pracy
- jedno przedpołudnie na obchód
- Koszt
- 0 zł za obchód, naprawy 300-600 zł (2026)
- Trudność
- łatwe
Lornetkę kupiłam kiedyś do patrzenia na ptaki z balkonu w Elblągu. Używaliśmy jej może trzy razy. W maju okazała się najprzydatniejszym narzędziem do przeglądu domu. W sobotę rano, przy chłodnym słońcu i suchym dachu, Karol stał na środku podwórka z lornetką przy oczach i liczył dachówki, a ja zapisywałam. Sąsiad zza płotu przyglądał się nam dłuższą chwilę, w końcu zapytał, czy szukamy bociana.
Przeżyliśmy pierwszą zimę w domu, który ma sto czternaście lat. Mróz, odwilże, wichura w lutym, śnieg na dachu przez kilka tygodni. Każda z tych rzeczy zostawia ślad i po zimie widać je najlepiej, zanim liście zasłonią ściany. Po tym, co znaleźliśmy przy ścianie od podwórka i rynnie, która lała prosto pod fundament, postanowiliśmy obejść resztę domu porządnie, z listą.
Dach z ziemi, nie z drabiny
Na dach nie wchodziliśmy. Dachówka ceramiczna jest krucha, mokra jest śliska, a my nie mamy ani uprzęży, ani doświadczenia. Wszystko, co trzeba sprawdzić na początek, widać z ziemi albo z okna na strychu.
Patrzyliśmy na trzy rzeczy. Czy jakaś dachówka się zsunęła albo pękła, bo wtedy w rzędzie widać ciemną szczelinę albo przesunięty kształt. Czy nie ma miejsc, gdzie mech i porosty zbierają się grubą warstwą, bo tam woda stoi dłużej. I czy obróbki przy kominach są na miejscu, bo to ulubione miejsce przecieków.
Znaleźliśmy dwie przesunięte dachówki od północy i jedną pękniętą przy koszu. Dekarz z sąsiedniej wsi przyjechał z drabiną i hakami, wymienił pękniętą na dachówkę z odzysku, którą znaleźliśmy na strychu, poprawił dwie przesunięte i obejrzał komin. Wziął za to kilkaset złotych i dał radę: mech zdejmować najwyżej miękką szczotką, nigdy myjką ciśnieniową, bo stara dachówka tego nie lubi.
Rynny, kominy i ściany
Rynny po zimie były pełne liści i igieł z sosny sąsiada. W jednym miejscu uchwyt puścił pod ciężarem lodu i rynna wisiała krzywo. Czyszczenie zajęło Karolowi godzinę na drabinie, nowy uchwyt kosztował kilkanaście złotych. Sprawdziliśmy też, czy każda rura spustowa kończy się tam, gdzie powinna, czyli z dala od ściany.
Kominy oglądaliśmy z ziemi i ze strychu. Z zewnątrz szukaliśmy wykruszonych cegieł i spoin, na strychu ciemnych zacieków na kominie i na deskach wokół niego. Przegląd przewodów kominowych robi kominiarz raz w roku i u nas był jesienią, ale po zimie i tak zaglądamy, czy nic się nie zmieniło.
Ściany obchodziliśmy z bliska. Pęknięcie nad oknem w kuchni było też jesienią. Zaznaczyliśmy jego końce ołówkiem z datą, żeby za kilka miesięcy zobaczyć, czy rośnie. Pęknięcia w ceglanych domach często są stare i spokojne, ale nowe albo rosnące to sprawa dla kogoś, kto się zna na konstrukcji.

Okna, strych i piwnica
Okna sprawdzaliśmy od środka. W pięciu drewnianych oknach skrzynkowych szukaliśmy łuszczącej się farby na dolnej części ramy, bo tam stoi woda, miękkiego drewna (wciska się w nie paznokieć albo śrubokręt) i pękniętego kitu przy szybach. Jedno okno w sypialni ma dolną część ramy do naprawy. Na razie zabezpieczyliśmy ją farbą, porządna naprawa przed następną zimą.
Strych to miejsce, które pokazuje najwięcej. Weszliśmy z czołówką w słoneczny dzień i wyłączyliśmy ją na chwilę. Każda szpara w dachu świeci wtedy jak gwiazda. Znaleźliśmy trzy takie miejsca, w tym jedno nad pękniętą dachówką. Na deskach pod nimi były jasne zacieki. Szukaliśmy też gniazd os z zeszłego roku i ptasich, i śladów kun. Na szczęście tylko stare gniazdo os pod kalenicą, puste.
Piwnica po zimie była sucha, ale zimna, i dobrze. Gorzej było w spiżarni pod schodami: kilka nadgryzionych torebek z kaszą i ślady, których nie da się pomylić z niczym innym.
Myszy, czyli ktoś tu mieszkał przed nami
Myszy w starym domu na wsi będą. Pytanie tylko, ile i gdzie. Mimka zna je wszystkie. Od stycznia regularnie siadała przed drzwiami spiżarni i patrzyła w szparę pod nimi, a my przez dwa miesiące myśleliśmy, że czeka na nas.
Po zimie znaleźliśmy, którędy wchodzą: szczelina przy rurze wodociągowej w piwnicy i dziura pod progiem w sieni. Obie zakleiliśmy zaprawą z kawałkami siatki stalowej, bo mysz przegryzie piankę montażową w jedną noc. Kaszę i mąkę przełożyliśmy do słoików z zakrętkami. Pułapki ustawiliśmy tam, gdzie Mimka nie wchodzi.
Nasza lista do obchodu
Dla tych, którzy chcą obejść swój dom w podobny sposób, przepisuję punkty z zeszytu w kolejności, w jakiej szliśmy:
- Dach z ziemi, z lornetką: dachówki, mech, obróbki przy kominach, kalenica.
- Rynny i rury spustowe: liście, uchwyty, wyloty z dala od ściany.
- Kominy z zewnątrz: spoiny, cegły, czapy.
- Ściany dookoła domu: pęknięcia, wykwity, mokre miejsca przy cokole, teren przy ścianie.
- Okna i drzwi od środka i z zewnątrz: farba, miękkie drewno, kit, progi.
- Strych w słoneczny dzień: światło przez dach, zacieki, gniazda, ślady zwierząt.
- Piwnica: zapach, mokre plamy, okienka, rury.
- Spiżarnia, szafki, kąty za meblami: myszy i pleśń.
Najlepiej robić to w suchy dzień po deszczowym tygodniu. Ślady wody są wtedy jeszcze widoczne, a dach i ściany już na tyle suche, że widać różnicę między mokrym a suchym.
Na koniec zrobiliśmy zdjęcia każdej ściany z czterech narożników działki i dachu z tych samych miejsc, z których patrzyliśmy przez lornetkę. Zapisaliśmy, skąd było robione które zdjęcie. Jesienią staniemy w tych samych miejscach i porównamy. Stary dom zmienia się powoli i bez zdjęć łatwo przegapić, że szczelina nad oknem urosła o centymetr albo że mech na dachu od północy zajął kolejny rząd dachówek.
Cały obchód zajął nam przedpołudnie, z kawą w połowie. Lista w zeszycie prac ma dwadzieścia trzy punkty. Sześć było do zrobienia od razu, reszta czeka na lato i na pieniądze. Najpierw dach, potem firanki.
Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz
- Zdjęcia dachu i ścian zrobilibyśmy jesienią, przed zimą. Wtedy po zimie wystarczy porównać, zamiast zgadywać, co jest nowe.
- Lornetkę trzymalibyśmy przy oknie w kuchni. Po każdej wichurze wystarczy pięć minut, żeby zobaczyć, czy coś się ruszyło.
- Słoiki na kaszę kupilibyśmy przed zimą, a nie po trzech nadgryzionych torebkach.
- Dekarza poprosilibyśmy o przegląd od razu przy kupnie domu. Jedna wizyta kosztuje mniej niż jeden przeciek.




