Przeskocz do czytania
Menu

Ogród

Kiedy sadzić pomidory do gruntu

17 maja 2026 5 minut czytania Ilona i Karol

Młode krzaki pomidorów przy drewnianych palikach w warzywniku w maju

Połowę rozsady posadziliśmy 8 maja, bo było ciepło i nie mogliśmy się doczekać. Trzy noce później przymrozek przy ziemi zabrał nam sześć krzaków. Drugą połowę posadziliśmy po zimnej Zośce i rośnie jak trzeba. Piszemy, kiedy sadzić pomidory, jak hartować rozsadę i jak je posadzić na glinie.

W praktyce

Czas pracy
dwa popołudnia plus tydzień hartowania
Koszt
60-120 zł na paliki i włókninę (2026)
Trudność
łatwe

Rano 11 maja wyszłam do ogrodu w kurtce i zatrzymałam się przy pierwszej grządce. Sześć krzaczków pomidorów, które posadziliśmy trzy dni wcześniej w najniższej części warzywnika, stało z liśćmi ciemnymi, szklistymi i oklapniętymi. Na trawie przy płocie był jeszcze szron. Termometr przy oknie kuchni pokazywał plus dwa stopnie. Przy ziemi było mniej.

Pomidory wysiewaliśmy w marcu na parapecie w kuchni, w kubeczkach po jogurtach. Przez dwa miesiące przestawialiśmy je z okna na okno za słońcem i podlewaliśmy łyżką. Na początku maja przyszło kilka ciepłych dni, ponad dwadzieścia stopni po południu, i uznaliśmy, że już. Sąsiad zza płotu, kiedy zobaczył nasze świeże sadzonki, pokiwał głową i powiedział: „po Zośce”. Tym razem też miał rację.

Dlaczego po połowie maja

Pomidor to roślina, która nie znosi zimna. Przymrozek, nawet krótki, niszczy liście i pędy, a kilka nocy po kilka stopni nad zerem zatrzymuje wzrost na tydzień albo dwa. Dlatego w większości Polski pomidory sadzi się do gruntu po zimnych ogrodnikach, czyli po 12-15 maja, a ostatni z nich to zimna Zośka. To nie jest przesąd, tylko stara obserwacja, że w tym czasie jeszcze zdarzają się chłodne noce. W zachodniej Polsce bywa trochę wcześniej, na wschodzie i w zagłębieniach terenu później.

Ważne jest to, co dzieje się przy ziemi. Prognoza mówi o temperaturze mierzonej na wysokości dwóch metrów. Przy gruncie w pogodną, bezwietrzną noc bywa o kilka stopni zimniej. Zimne powietrze spływa w dół i zbiera się w najniższych miejscach. U nas najniższy jest róg warzywnika przy płocie i dokładnie tam padło sześć krzaków. Te posadzone trzy metry wyżej przeżyły z kilkoma przypalonymi liśćmi.

Drugi warunek to ciepła ziemia. Glina nagrzewa się wiosną wolniej niż piasek. Korzenie pomidora w zimnej glebie nie pracują, roślina stoi i żółknie. Sadzimy, kiedy ziemia na głębokości kilkunastu centymetrów ma przynajmniej kilkanaście stopni, a noce przestają spadać poniżej dziesięciu.

Hartowanie, czyli tydzień przestawiania

Rozsada z parapetu jest jak człowiek, który przez dwa miesiące nie wychodził z domu. Słońce, wiatr i chłód nocą ją szokują. Liście potrafią zbieleć od słońca w jeden dzień.

Drugą połowę rozsady hartowaliśmy przez tydzień. Pierwszego dnia wystawiliśmy kubeczki na ławkę pod ścianą domu, w cieniu, na dwie godziny. Potem codziennie trochę dłużej i trochę więcej słońca. Od piątego dnia stały na dworze cały dzień, a na noc wracały do sieni. Ostatnie dwie noce, ciepłe, spędziły na zewnątrz.

Rozsada pomidorów hartowana na drewnianej ławce na podwórku
Rozsada pomidorów hartowana na drewnianej ławce na podwórku

Jak sadziliśmy na glinie

Doły kopaliśmy głębokie, na szerokość łopaty. Na dno po garści kompostu z pryzmy sąsiada, wymieszanego z ziemią. Pomidora sadzi się głębiej, niż rósł w doniczce, nawet po pierwsze liście. Na zakopanej części łodygi wyrastają korzenie i roślina lepiej się trzyma. Wygięte, wybujałe sadzonki kładliśmy w dołku lekko skośnie, wierzchołkiem do góry.

Paliki wbiliśmy przed sadzeniem, nie po. Wbity później palik potrafi przebić korzenie. Używamy kijów z leszczyny z żywopłotu za sadem, mają prawie dwa metry, a te, których zabrakło, dokupiliśmy w miasteczku. Pomidory przywiązujemy miękkim sznurkiem, luźną ósemką, żeby nie wrzynał się w łodygę.

Odstępy: pół metra w rzędzie, osiemdziesiąt centymetrów między rzędami. Na początku wygląda to pusto. W sierpniu nie będzie gdzie przejść.

Po posadzeniu każdy krzak dostał po konewce wody prosto pod korzeń, a nie po liściach. Pomidory nie lubią mokrych liści, wtedy łatwiej o choroby grzybowe. Wokół roślin położyliśmy cienką warstwę skoszonej trawy, przeschniętej przez dzień, żeby glina nie pękała i nie traciła wody. O podlewaniu latem napiszemy osobno, bo na glinie to osobna sztuka.

Co robić, kiedy zapowiadają przymrozek

Po naszej lekcji z 11 maja mamy w szopie rolkę agrowłókniny. Kosztowała kilkadziesiąt złotych i wystarczy na kilka sezonów. Jeśli prognoza na noc spada w okolice zera albo niebo jest czyste i nie ma wiatru, wieczorem przykrywamy pomidory włókniną luźno, na palikach, i dociskamy brzegi kamieniami. Rano, kiedy słońce przygrzeje, zdejmujemy. Na kilka stopni to wystarczy.

Na szybko, kiedy włóknina jest w praniu, sprawdzają się też odwrócone wiadra i stare firanki. Folia bezpośrednio na liściach jest gorsza, bo przewodzi zimno.

Z sześciu przemrożonych krzaków cztery wypuściły nowe pędy od dołu po dwóch tygodniach. Dwa wykopaliśmy. Zamiast nich posadziliśmy rozsadę od sąsiadki z naprzeciwka, która zawsze ma kilka za dużo. W zeszycie prac ta pozycja ma dwie daty i dopisek Karola: „następnym razem słuchamy sąsiada”.

Grządka z marchwią i groszkiem, którą siałam w kwietniu do gruntu, przeżyła ten sam przymrozek bez kłopotu. Rośliny siewne, które wzeszły w chłodzie, są twardsze niż rozsada z kuchennego parapetu.

Pierwsze tygodnie po posadzeniu

Rozsadę sadziliśmy po południu, w pochmurny dzień, a nie w pełnym słońcu. Młode rośliny wtedy mniej więdną, a noc daje im czas, żeby dojść do siebie. Jeśli sadzi się w upalne przedpołudnie, liście potrafią zwisnąć jak mokra ścierka, nawet przy podlanej ziemi.

Pomidor po posadzeniu przez kilka dni stoi i wygląda na obrażonego. Liście dolne mogą trochę zżółknąć, wzrostu prawie nie widać. Roślina buduje korzenie. Nie dokarmialiśmy jej w tym czasie niczym, tylko pilnowaliśmy, żeby ziemia przy korzeniach nie wyschła.

Po dwóch tygodniach zaczęły się pojawiać pierwsze pędy w kątach liści, tak zwane wilki. U pomidorów wysokich, palikowych, wyłamujemy je palcami, póki są małe, żeby roślina rosła w jeden pęd i dawała owoce, a nie gąszcz liści. Robimy to rano, kiedy łodygi są jędrne i pędy łamią się czysto. Odmiany niskie, krzaczaste, zostawiamy w spokoju.

Sąsiadka z naprzeciwka dała nam jeszcze jedną radę: nie sadzić pomidorów obok ziemniaków, bo chorują na tę samą zarazę. Ziemniaków w tym roku nie mamy, ale u sąsiada rosną kilka metrów za płotem. Zobaczymy w sierpniu.

Gdybyśmy zaczynali jeszcze raz

  • Pomidory posadzilibyśmy w najwyższej części warzywnika, a w najniższej coś, co znosi chłód, na przykład kapustę.
  • Siewu nie zaczynalibyśmy w połowie marca, tylko pod koniec. Rozsada nie wybujałaby na parapecie do pół metra.
  • Termometr powiesilibyśmy nisko przy grządkach, nie przy oknie kuchni. Pokazałby prawdę o nocy w warzywniku.
  • Kupilibyśmy mniej odmian. Pięć rodzajów pomidorów na trzydzieści krzaków to za dużo do zapamiętania, co gdzie rośnie.

Pisze Ilona i Karol. Ilona jest farmaceutką, Karol przez czternaście lat prowadził tramwaje w Elblągu, a dziś obsługuje gminną stację uzdatniania wody. Od 2025 roku mieszkają w ceglanym domu z 1912 roku na Powiślu. Pisze Ilona, Karol mierzy, wierci i prowadzi zeszyt prac z kosztami. Z nimi bura kotka Mimka.